Skicki-Skiuk „Chrarumimia”

BITT Records, 2018

Dość długo unikałem tej płyty kierując się – mylnymi jak się okazało – pozorami. Najpierw nazwa zespołu i tytuł albumu uparcie sterowały moim przeczuciem ku hip-hopowym wstawkom i zapożyczeniom. Te jednak okazały się wynikiem oryginalnego poczucia humoru grupy i skompilowania wymienionych haseł z końcówek (nazwa) i początków (tytuł) nazwisk członków kwartetu.  

Potem z zasłyszanych opinii, wywnioskowałem że może być – z mojego punktu widzenia – jeszcze gorzej, bowiem Skicki-Skiuk bawią się w jazz-rocka, do którego podejście mam delikatnie mówiąc mało entuzjastyczne.  Koniec końców trzeba było jednak nagrania wreszcie poznać i … pożałować, że stało się to tak późno.

Wysokie noty i nagrody na licznych konkursach (między innymi Grand Prix Konkursu na Indywidualność Jazzową 52 Festiwalu Jazz nad Odrą, Grand Prix School & Jazz Festival w Lubaczowie, II miejsce podczas Blue Note Poznań Competition, III miejsce w konkursie Grupa Azoty Jazz Contest Tarnów) okazały się nieprzypadkowe.  Muszę przyznać, że choć muzycy poruszają się w świecie powszechnie znanych konwencji, to czynią to z wielkim luzem i swobodą, dobrze się przy tym bawiąc. Przy tym udaje im się do zabawy wciągnąć słuchacza, co nie zawsze idzie w parze.

„Chrarumimia” jest jednak zdecydowanie jazzowym albumem, choć jazz ów zgrabnie przepleciony jest zróżnicowanymi stylistycznie wtrętami. Kompozycja tytułowa krąży gdzieś w okolicach swobodnej improwizacji. Gitara najczęściej podąża ku rockowym rejonom, zdradzając przypuszczalną imspirację grą Johna Scofielda. Nie brak przymrużenia oka w postaci miniaturki „Freedom for circus animals”, dialogu z przewrażliwioną sąsiadką w „Mr. O” czy dziecięcych przyśpiewek w „Moja Miłość poszła pobiegać” (swoją drogą ciekawe kto od kogo zapożyczył pomysł, bo podobną wstawkę znajdziemy na płycie Leszka Możdżera z Holland Baroque).  

Atrakcją jest gościnny udział w jednym z utworów wspomnianego już Leszka Możdżera, który użyczył zespołowi studia nagraniowego, a sam zaprezentował się w zupełnie nie-możdżerowskiej odsłonie. Ciekawie prezentuje się również finałowe „Fragen Sie einen Wissenschaftler” z lekka psychodeliczne, z wplecioną w niemal całe osiem minut, monotonną recytacją. Spodobała mi się także pewna monumentalność kompozycji – trwających niekiedy dziewięć, czasem dwanaście minut – pozwalająca zaprezentować się indywidulanie każdemu z muzyków. Godzinę i sześć sekund ze Skickim-Skiukiem spędziłem, więc bardziej niż miło. Teraz czekam na ciąg dalszy. Mam nadzieję,  że dobrych pomysłów im nie zabraknie.

Premierowa publikacja http://polish-jazz.blogspot.com/2019/01/skicki-skiuk-chrarumimia-2018.html

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s